Rebecca Solnit - "Mężczyźni objaśniają mi świat"


Ciekawa pozycja, zbiór esejów dotyczących relacji między światem mężczyzn i kobiet. Autorka odwołuje się do badań naukowych,własnych doświadczeń, ale też znanych afer spoleczno-politycznych. Pokazuje kulturowe uwarunkowania roli kobiety w świecie.Choć wiele zmieniło się, istnieją prawa kobiet, często czujemy się słabsze, pozwalamy na dominację mężczyzn.Stąd przemoc domowa,  stąd molestowania w pracy gwałty. Ciekawe rozważania, które warto przeczytać, a miłośnicy Virginii Voolf, znajdą inną niż wszystkie interpretację jej twórczości. Słowa kkucze esejów Rebecca Solnit to: czujmy się wolne i silne.

"Warszawa Skamandrytów" Lidia Sadowska –Mokkas


 Dawno nie pisałam. Brakowało czasu podczas pracy zdalnej a lektury, które czytałam nie pasowały do profilu bloga, w którym rzadko zamieszczam recenzje tzw. "mądrych książek".
„Warszawa skamandrytów" też nie jest książką kultury popularnej, jednak przeczytać ją może każdy,  nie tylko polonista, czy krytyk literacki.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego Skamandryci to pierwszą grupa literacka, która wyzwoliła się z konieczności podejmowania wątków narodowych, opłakiwania przegranych powstań, uświęcania bohaterów. Młodzi twórcy zachłysnęli się codziennością. Choć oczywiście różnili się, byli wyrazistą grupą. Lechoń, Słonimski, Tuwim, Wierzyński, Iwaszkiewicz stworzyli Skamander i tradycję spotkań "Pod Pikadorem". Z elitą poetów byli związani i inni: Pawlikowska, Fischer, Miłosz, Gombrowicz. Książka nie jest biografią, raczej opowieścią o grupie twórców i Warszawie, w której realizowali się, opowieścią napisaną w przystępny sposób pięknym, ale prostym językiem. Myślę, że każdy może na chwilę spróbować się oderwać od powieści akcji, czy uczuciowych dramatów fikcyjnych bohaterów, by poczytać o pierwszych krokach w Warszawie przyszłych poetów, poznać plotki, z ich życia, ich fobie,wzajemne reakcje. Warto poznać klimat ówczesnej Warszawy, nieznane
z lekcji szkolnych historie młodych tworzących po raz pierwszy w wolnym kraju, euforię i radość lat dwudziestych oraz nastrój katastrofizmu i zbliżającej się wojny w latach trzydziestych. 

Stepfen King „Lokatorka”


„Lokatorka" – to genialny thriller psychologiczny. Autor zbudował ciekawą konstrukcję fabuły, która pozwala równocześnie śledzić i porównywać losy dwóch młodych dziewczyn, uwikłanych
w trudne relacje z bliskimi.
Dwie lokatorki w różnym czasie wynajmują ten sam tajemniczy nowoczesny dom, zbudowany przez znanego architekta. Zamieszkanie w nim oznacza zgodę na dziwne zasady stworzone przez właściciela, zdanie swoistego egzaminu weryfikującego kandydatów. Sam właściciel-architekt, skrywa tajemnicę –tragedię rodzinną sprzed lat. Dom pierwotnie miał wyglądać całkiem inaczej, całkiem zwyczajnie, jednak okoliczności spowodowały, że stał się nowoczesną technologicznie fortecą.
 Do tego domu młody człowiek przynosi kwiaty, ponieważ zmarła tu jego ukochana. Lokatorka, próbując poznać tę historię, odkrywa coraz bardziej dramatyczne wydarzenia.
Czy mamy do czynienia z socjopatą, z którego ręki giną młode kobiety? Kto nim jest? Odpowiedź początkowo wydaje się oczywista, ale z czasem wszystko komplikuje się, żadna z prawd nie jest pewna. Kłamstwo, projekcja odsłaniają kolejne fakty. Czytelnik zmuszony jest do układania literackich puzzli.
Tłem tych wydarzeń są emocje bohaterów. Równocześnie rozgrywają się, bowiem dramaty psychologiczne, każda postać przeżyła traumę, tragedię, która zmieniła jej życie.

Paulina Simons „Dziewczyna z Times Square”



Wyobrażam sobie słynną ulicę w Nowym Jorku o młodą dziewczynę, która w deszczu czeka na autobus… W liceum namalowałam taki obraz: Dziewczyna z parasolką w strugach deszczu.
Zaintrygował mnie tytuł i okładka książki, które przypomniały tamte młodzieńcze emocje. Tak zaczęła się moja przygoda z Lili –główną bohaterką powieści.
Już na początku utworu poznajemy młodą studentkę, która wynajmuje mieszkanie razem
z koleżanką. Rozstaje się właśnie z chłopakiem, wykupuje los na loterii, spotyka się z babcią, która zmusiła ją do odwiedzenia do matki.
Jej przyjaciółka znika. Detektyw uświadamia Lili, jak mało o niej wiedziała. Poszukiwania zaczynają odkrywać dramatyczne fakty, powiązania bliskich Lili. Wątek sensacyjny nie jest jednak jedynym w utworze. Równocześnie rozgrywa się walka Lili z białaczką, rodzi delikatne uczucie do człowieka znienawidzonego przez rodzinę.
Każdy z bohaterów skrywa jakąś trudną historię, zmaga się z przeszłością, lękami, dramatycznymi doświadczeniami. Alkoholizm, tragiczna śmierć bliskich, dziwna sekta-czy kościół, doświadczenia wojenne, brak matczynej czułości – to ich przeszłość. Czytelnik stopniowo poznaje nowe okoliczności, pojmuje dziwne zachowania bohaterów. W ten sposób „Dziewczyna z Times Squar” okazuje się powieścią psychologiczną.  Zmagania
z chorobą, chemią, wymiotami przeplatane nadzieją i porażkami, tworzą oś powieści, wokół, której rozgrywają się inne wątki. W tle pojawiają się opowieści babci Lili, która pochodzi
z Polski, przeżyła obóz koncentracyjny, uratowała żydowskie dziecko. Czy wydarzenia wojenne mogą jeszcze mieć wpływ na bohaterów, żyjących w latach dziewięćdziesiątych?
Dziewczyna z Times Squar przypomniała mi dawno malowany obraz. Wówczas też doświadczyłam raka. Zmarli po kolei moi rodzice. Opis leczenia Lili przypomniał mi moje emocje. Czułam się jak w szklanej kuli, niby uczestniczyłam w życiu, chodziłam do szkoły, ale moja świadomość utknęła jakiejś innej rzeczywistości, innym wymiarze. Dlatego te wszystkie zbyt słodkie momenty powieści, nie irytowały mnie. Myślę, że dla chorego, dla bliskiej osoby takie chwile są czymś wyjątkowym. Ja nie doświadczyłam  tych zwykłych sytuacji. Tata zmarł, po tym, jak wysłał mnie po lody do centrum Warszawy. Zrobił to chyba celowo. Gdy odchodziła mama w radiu grali piosenkę z jej młodości. Płakała… Nie mogłam nic zrobić… Wyobrażałam sobie, jak żałuje życia, które znika. Potem zaczęłam malować. Dziewczynę z długimi włosami, która sama stoi na przystanku w strugach szarego deszczu, jakby chciała zmyć emocje…

Jodi Picoult „Deszczowa noc”



Myślałam, że to książka o trójkącie małżeńskim… Myślałam, że to powieść o eutanazji,
o dylemacie, czy można zabić z miłości…
Powieść dotyka tych wszystkich problemów. Wydaje sie nam, że opisane sytuacje są oczywiste, intrygi rozwiązane. Z pierwszych kartek dowiadujemy się, że główna bohaterka organizuje wyprzedaż garażową rzeczy swojego męża, że wreszcie czuje się wolna.
Do kwiaciarni wpada po żonę szef miejscowej policji, ale zastaje tam piękną rudowłosą dziewczynę, której urokowi nie umie się oprzeć. W tym samym czasie w miasteczku inny bohater zabija żonę, ponieważ bardzo ja kochał.
Dopiero teraz czytelnik może skoncentrować się na przeżyciach bohaterów, zastanowić się, czym jest miłość? Stopniowo poznajemy ich uczucia i motywacje. Rozumiemy zachowania, które normalnie nie akceptujemy. Współodczuwamy, przeżywamy spotkania kochanków, każde zeznanie oskarżonego o zabójstwo.   
„Deszczowa noc” ma cechy powieści psychologicznej, trochę obyczajowej, trochę romansu, znajdziemy też elementy śledztwa, jednak głównym motywem jest siła miłości, refleksja:
czy miłość może krzywdzić?

Gayle Forman Zostań, jeśli chcesz



Nie wiem, jak określić tę powieść? Książka dla młodzieży? O czym świadczy język, sposób napisania prosty, oczywisty. Książka obyczajowa, troszkę  psychologiczna?
Początek przedstawiający scenkę rodzajową z życia szczęśliwej rodzinki, nie zapowiada smutnej historii. W wolny od zajęć dzień, wszyscy wybierają się w podróż.  Narratorka, snuje opowieść o swojej rodzinie, fascynacjach rodziców, miłości do muzyki i pierwszej miłości. Nastolatka straciła ukochanych rodziców i brata, sama walczy o życie. Opowiada o przeszłości, o teraźniejszości, o sprawach komicznych i poważnych. Są to jednak niezwykłe przemyślenia. W jednej z fraszek Jana Kochanowskiego, w czasie snu dusza opuszcza ciało i sama przemierza świat. Podobnie w tej książce. Dusza bohaterki wędruje po szpitalu, widzi rozpacz bliskich, próby wtargnięcia na oddział jej ukochanego. Słyszy słowa lekarza, twierdzącego, że od niej tylko zależy, czy wróci do żywych. Kilka razy powtarza je sobie. Wędrując po szpitalu odkrywa, że jej braciszek też nie żyje. Czy zechce jeszcze wrócić, czy jest coś, co może obudzić pragnienie życia?

Kazuo Ishiguro „Pejzaż w kolorze sepii”




Dawno nie pisałam. Nie miałam czasu, czytałam tylko to, co potrzebne mi zawodowo.
Wracam, pewnie na moment. Dopiero w wakacje znów odwiedzę światy bohaterów książek.

Teraz na chwilę zatrzymałam się przy Kazuo Ishiguro. „Pejzaż w kolorze sepii” to pierwsza książka noblisty.
Czytając ją przypomniałam sobie podróże do przeszłości w „Pannach z Wilka” J. Iwaszkiewicza a nawet bardziej w „Poszukiwaniu straconego czasu” M. Prousta.  W powieści japońskiego pisarza teraźniejszość miesza się z przeszłością, tak jak u Prousta wspomnienie, wywołuje strumień skojarzeń, przywołuje odległe zdarzenia a raczej dalekie emocje, stłumione przez czas, może przez próby wyparcia ich. Bohater Iwaszkiewicza dosłownie wracał do dawnych miejsc i dopiero wtedy próbował przeżyć dawne emocje. Bohaterka Ishiguro wraca do myśli związanych z miejscami, osobami, wydarzeniami. Nawet, gdy mentalnie jest w świecie sprzed lat i jeszcze raz próbuje zmierzyć się z emocjami, podświadomie postrzega go z pespektywy późniejszych doświadczeń. Trochę jak w realistycznym śnie: jesteśmy w środku wydarzeń, ale nasza świadomość mówi, że to się nie dzieje już, coś zaczyna się, ale nagle urywa się, pojawia się poprzedni albo nowy wątek. Akcja książki rozpoczyna się w Anglii. Narratorka. po śmierci męża-ojca drugiej córki, mieszka sama w dużym domu. Sama musi zmierzyć się z teraźniejszością.  Myślami wraca do Japonii. Przenosi nas do rzeczywistości Nagasaki po wojnie, przez moment pojawia się informacja o wybuchu jądrowym, zauważamy, jakie zmiany zaszły w społeczeństwie japońskim. Poznajemy przyjaciółkę narratorki i jej córeczkę.  Te przecież zwykłe, realistycznie opisane historie, tworzą atmosferę tajemnicy, niewyjaśnione, prowokują do refleksji.  To pejzaż w kolorze sepii. Taki odcień kojarzy mi się, że starymi wyblakłymi zdjęciami. To kolor wspomnień, wyciszenia, rozmyślań…



Wokół „Filozofii frywolnej ”Umberto Eco - esej

     
              
„Filozofia frywolna” Umberto Eco oprowadza nas po muzeum sztuki filozoficznej, przedstawia dogmaty filozoficzne od starożytności do współczesności. Dyskusje z filozofami nie są obce pisarzowi. Problem ów podejmuje zarówno znane wszystkim „Imię róży”, jak i powieść o kulturze baroku „Wyspa dnia poprzedniego”. Autor pejzażu semiotycznego nie ogranicza się do rozważań o historii. Poznając kulturę baroku, czy średniowiecza dostrzegamy uniwersalność ludzkich dylematów, myśli i lęki ówczesnych bohaterów wydają się nam bliskie, zrozumiałe.
            Taka tez jest napisana wierszem „Filozofia frywolna”. Choć temat z natury ważki, Eco założenia poszczególnych kierunków filozoficznych kreśli z dystansem, wykorzystując delikatny dowcip i ironię, zmusza czytelnika do śmiechu i refleksji.
             Od zawsze człowiek zastanawiał się nad początkiem istnienia. „ Pierwszy okres filozofii starożytnej nawiązuje do sporów dotyczących przyczyn życia. Tales twierdził, że wszystko powstało z wody i z wody się składa. Nie pytał, kto stworzył świat, ale co jest jego przyczyną? Swoje argumenty uzasadniał, dlatego jego dowody uważa się za początek nauki.
Od Talesa rozpoczyna spotkania z filozofią Eco. Według pisarza Talesa cechowała odwaga i tupet.
Mam odpowiedź przemyślaną;
podam wam ją jak wypada,
skoro na nią nie wpadliście
i powiem, że świat się składa
z czystej wody , oczywiście”
Odkrycie Talesa wywołało wiele sporów.. Starożytne polemiki Eco opisuje prostym językiem , z charakterystycznym dla siebie humorem. Oto czytamy, że Anaksymenes śmieje się, twierdząc, że świat rodzi się nie z wody, ale z Nieskończoności, zaś magikiem prawdziwym okazuje się Pitagoras, który
„Gorliwe dowody zbiera?
Ze wędruje stale dusza.
I ze zręcznością żonglera
Sferami nieba porusza”
Filozofowie powstałego w VI w p.n.e. Związek Pitagorejskiego przeciwstawiając się tradycji, która taniec i muzykę traktowała, jako sposób kontaktu z Bogiem, twierdzili, że najlepszą drogą do Boga jest to, co dziś określamy, jako pracę naukową.
  Z dyskusji starożytnych filozofów wyłania się obraz świata, który wcale nie jest nam taki obcy. Czytamy, że
„Parmenides w wielkiej wrzawie
długi wywód swój zaczyna
i powiada, że mu prawie
świat ten kulę przypomina”
Parmenides był najbardziej oryginalnym metafizykiem przed Platonem. To on odkrył drogę prawdy, która prowadzi do zdobycia rzetelnej wiedzy oraz drogę budującą fałszywe opinie.
Tu do dyskusji włącza się Heraklit- główny krytyk Pitagorasa, który dostrzegł, że rzeczy nie są takie, jakimi je widzimy i opisujemy. Człowiek może osiągnąć mądrość tylko poprzez spojrzenie we własne wnętrze. Dla Eco Heraklit to przede wszystkim autor słynnego powiedzenia: „Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki”. Pisarz parafrazując słowa filozofa wyjaśnia zmienność świata.
„Wystarczy wskoczyć do rzeki
i postać przez chwilę w wodzie,
aby zrozumieć na wieki,
że ruch jest zawsze w przyrodzie.”
Zaś to, że poznaliśmy atom i wszelkie tego konsekwencje to wina Demokryta z Abwery. Choć atom kojarzył się ówczesnym z czymś niepodzielnym, Demokryt wierzył, że w chwili śmierci atomy duszy ulegają rozproszeniu. Eco przewrotnie stwierdza, że strach przed bronią jądrowa to wina „typka z Abdery”
„ To, że dziś na myśl o wojnie
rzednie nam niechybnie mina
i wzdychamy niespokojnie p- t
to owego Greka wina.”
            Filozofia starożytna dała początek współczesnej nauce, niestety następcy Greków nie pamiętali o ich dokonaniach, o czym z humorem pisze Eco
„Grecy, bowiem, bardzo wściekli
na swych filozofów kłótnie
na kawałki ich posiekli
[...] a wszystko co z nich zostało
to jakieś małe fragmenty...”
Jednakże. owe kłótnie świadczą o wielkości Greków, o różnych drogach ich poszukiwań.
            Pierwszy wiersz jest wstępem do rozważań o wybranych filozofach. Naszą wędrówkę po muzeum rozpoczynamy od Arystotelesa.
            To Arystoteles zanegował idealizm Platona, podkreślając wagę poznania empirycznego. Idealizm, uczuciowość czy rozum i doświadczenie, jakie postrzeganie rzeczywistości pozwala dotrzeć do prawdy, czy istnieje prawda obiektywna- to odwieczne pytania ludzkości.
            Te spory znajdują odzwierciedlenie w następnym wierszu – „Anzelm z Aosty” Powołując się na Anzelma, Gaunilona, Hegla, Kanta rozprawia Eco o dowodach na istnienie Boga a właściwie o polemikach filozofów, których dyskusje przekazuje językiem dowcipnym i uszczypliwym. Wypowiedzi przedstawicieli różnych czasów przypominają dyskusje współczesnych ludzi. Eco ostrzega, że idee nawet te najmądrzejsze, najpiękniejsze,
[ ocena zresztą zależy od punktu widzenia], często nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością.
„Kiedy ktoś rozmiłuje się
w absolucie i w logice
nic go nie interesuje,
jak to sprawdza się w praktyce”
A ludzie posiadają dar wypaczania idei, często traktują je powierzchownie, więc
„kiedy platonik ci gada,
cóz takiego jest byt czysty. Mów „tak” i zmykaj,
ma rada od tego idealisty”
Dlatego do polemik świata należy podchodzić z dystansem, a ironiczne sformułowanie platonik, pisane małą literą mówi samo za siebie. Platonik, to ktoś, kto deformuje idealizm, wygłasza tylko slogany, nie rozumiejąc ich.
„świat cały
do pytań i odpowiedzi
zrozumiałych dla gawiedzi”
sprowadził Tomasz z Akwinu. Jednak czy system reguł, pytań i odpowiedzi nawet na pytania dotyczące istnienia Boga rzeczywiście wyjaśnia rozterki ludzkości?. Przypominamy sobie, że według Tomasza, wszystko, poza Bogiem, który jest początkiem wszystkiego, ma swoją przyczynę. Eco, świat Tomasza podzielony na drabinę bytów, wydaje się sympatyczny., Musimy jednak mieć świadomość, że wszystko zmienia się, dlatego
„lepiej, więc zaakceptować,
źe go trzeba przebudować”
Do owej przebudowy przyczyniają się spory następców.
„cała myśl posttomistyczna
jak była niesympatyczna”
Wyjątkowymi wśród scholastyków byli Duns i Wilhelm z Ockham. To ten ostatni udowodnił, że spory toczą się bez celu. Nic dziwnego, że
„stara szkoła,
Wkrótce potem
Zawaliła się z łoskotem”
            Podobała mi się rozmowa Rogera Bacona z motylem wyjaśniająca konsekwencje badań naukowych., które wymagają ofiar istot żywych? Nic dziwnego, że motyl nie był zachwycony, że badania zaczynają się od niego.
„Norlmalni ludzie[...]
to trochę Pascale, trochę Kartezjusze.
Chętnie czasem wątpią, choćby dla zasady
Lecz bardziej ich cieszą
Czułe serca rady”
Tak wędrując po muzeum historii filozofii dochodzimy do Kartezjusza i Pascala. Spotykamy się z racjonalizmem Deskartesa i Paskala przekonaniem, że człowiek jest słaby, kruchy, zdany na niewiedzę, ale zawsze będzie szlachetniejszy niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umrze, zna przewagę, którą świat ma nad nim, wie, że niczym są wartości doczesne, szukając szczęścia, znajduje nędzę i śmierć.
              Wpływ na dzisiejsze poczucie czasu miał zapominany Vico, który potrafił przeciwstawić się tendencjom oświeceniowym. Uważał, że prawda jest tym, co zostało dokonane, odrzucił kartezjańskie podejście do historii w kategoriach idei jasnych i wyraźnych.
„On pierwszy bez wątpienia
Miał śmiałość uznać
sztukę za fantazję istnienia
Historia ludzkości to historia kultury i nauki.   Historia filozofii to ciągły spór o sposób postrzegania świata, konflikt między poznaniem rozumowym a mistycyzmem. Według kategorii apriorycznych poukładać świat próbował Kant. Rozdzielił to, co naukowe od tego, co metafizyczne, nie negował intuicji i emocji. Ale dopiero Hegel w pełni docenił „tchnienie Ducha”. Uważał, że dzieło sztuki jest ważniejsze niż dzieło nauki, zaś historia ludzkości ma swój cel, nic nie dzieje się przypadkowo. Każdej tezie odpowiada antyteza, z nich dopiero powstaje synteza. Historia to stopniowy rozwój rozumu Jednak w wierszu Eco twórca fenomologii pokazany jest jako figlarz.
„Kto zatem Hegla słucha
Wie, że świat jest tchnieniem Ducha,
który dla manifestacji?
Wciąż szuka jakiejś mediacji
[...]Rozum bez atrofii
Dociera do filozofii:
Każdy system, każde zdanie
Zmienić w problem jest już w stanie”
Rozprawiając o Heglu kpi z filozofów, którzy   wykorzystując dorobek sztuki, relgii , tworzą systemy filozoficzne, tworzą nieprawdziwe problemy. Ironicznie przedstawia myśl Marksa, wyśmiewa założenia ideologii, zabraniającej posiadać „ w stopniu nikłym, jakiejkolwiek własności”, traktowanie sztuki i kultury, jako tak zwanej nadbudowy. Choć Marks, w wierszu Eco, próbuje bronić swoich idei, dowiadujemy się, że jego dialektyka wcale nie uszczęśliwia ludzkości.
„są tacy, którym myśl ta nie pomaga,
choćby Węgrzy i kułacy?
Marks jednak uważa, że to wina następców, którzy wypatrzyli założenia jego dzieł.
Te rozważania kończy pointa dowodząca, że
„praktyka i teorie
Są wyraźnie rozdzielone,
Jak dwie różne historie?
Eco chyba nie ufa żadnemu systemowi filozoficznemu. „Smutnych” z założenia wyznawców egzystencjalizmu traktuje, jako pozorantów, czarne stroje, pesymizm – to tylko forma.
„Myślisz, że egzystencjalizm
 wygląda jak rozpacz czysta
podczas gdy on z miną posępną
[...]
zwyczajnie w balona was robi”
Egzystencjalistami byli Kafka i Dostojewski. Autor „Imienia Rózy” w kilku wersach interpretuje „Zbrodnię i karę”, stwierdzając, że to nuda bohatera powieści doprowadził do zbrodni. Zarówno Józef K. i Raskolnikow są „uwięzieni w swym bycie”, nie mają wpływu na sytuację, w której znaleźli się. O ile Dostojewski i Eco przekonują pisarza, to Sartre jest po prostu niekonsekwentny. Zgrabnie żonglując znanymi tytułami: „Mdłości”, „ Muchy”
„ Ladacznica z zasadami” wykłada swój pogląd na literacką postawę twórcy „Dróg wolności”. Rozważania o egzystencjalizmie kończy postać Marcela Prousta, „ co z pobożną referencją rozmyśla nad egzystencją”, przypomina w ten sposób, że kierunek ten miał jakby dwie twarze: ateistyczną i chrześcijańską.
             Tak zwiedzając muzeum Umberto Eco doszliśmy do współczesności., Epoki o wielu równocześnie pojawiających się, tendencjach i ideologiach. Wycieczkę naszą wieńczy filozofia analityczna – nowy wróg metafizyki. Jak się ukazuje nie można popadać w skrajności? Analitycy odrzucając liryczne uniesienia, roztrząsając oczywiste sprawy
„nawet nie zauważyli,
źe tematy pogubili
i teraz przyjdzie im chyba
zamilknąć jak zdechła ryba”
Ryby i tak głosu nie mają, więc filozofia analityczna według Eco nie ma żadnego znaczenia, „zamilknie jak zdechła ryba” i nie będzie wywierać wpływu na późniejszych myślicieli. W rozważaniach nad bytem nie można pomijać ani rozumu ani uczuć. Jesteśmy rozdwojeni między koniecznością racjonalnego spojrzenia na świat a marzeniami i idealizmem.
 Dyskusję o tym, która postawa jest właściwsza, jak postrzegać rzeczywistość rozpoczął już mit o Dedalu i Ikarze. Wybory postaci historycznych i bohaterów literackich dowodziły, że nie ma odpowiedzi na to pytanie. Nie rozstrzyga problemu S. Grochowiak W wierszu „Ikar” przeciwstawia sobie dwa światy- piękny, niebiański i szary, codzienny, pełen trudu i bólu. Żaden z nich nie jest ważniejszy. Zaś, „Dlaczego o Ikarach głoszą, skoro doleciał Dedal” zapytuje E. Bryl., Zauważając, że nie doceniamy postawy racjonalnej. Jesteśmy rozdarci wewnętrznie - poddajemy się marzeniom, wbrew rozsądkowi dokonujemy idealistycznych wyborów, innym razem kalkulujemy, bywamy dumni i poddańczy, odważnie bronimy prawdy i ulegając naciskom wybieramy łatwiejsze rozwiązania... Jesteśmy różni jak bohater „Pana Cogito” Z. Herberta

Jego lewa noga normalna

Rzekłbyś optymistyczna

trochę przykrótka chłopięca
prawa
pożal się boże-
chuda
z bladoróżową

sromotną pamiątką ucieczki


lewa skłonna do podskoków
taneczna
zbyt kochająca życie
żeby się narażać
prawa szlachetnie sztywna drwiąca z niebezpieczeństwa
tak oto
na obu nogach
lewej,  którą przyrównać można do Sancho Pansa
i prawej przypominającej błędnego rycerza
idzie pan Cogito przez świat.
            Podobnie jak Eco przedstawił własne spojrzenie na filozofię, Herbert stworzył prywatną mitologię-„Króla Mrówek”. Utwór nie jest kolejną opowieścią o mitologicznych bogach. W mitologii Herberta bogowie zaplątani są w ludzkie losy, uwikłani w absurdy historii. Poeta nie mówi o tym wprost, to się wyczuwa...Może ktoś wychowany w innym kraju, odbierałby jego opowieści inaczej, bardziej uniwersalnie. W „Królu Mrówek” bogowie pomniejszają poświęcenie Prometeusza. Ogień „został szybko zdegradowany i zapędzony do kuchni” Taki los spotykał przecież wielu broniących prawdy, niejedną ważną ideę.  Dziś Stary Prometeusz „próbuje pogodzić sprzeczne ze sobą pojęcia bytu i losu”. Dzieje świata bywają absurdalne. Wynalazek Prometeusza pozwolił tyranom spalić zbuntowane miasto. Jedynym sposobem buntu staje się cichy śmiech Prometeusza.

 „Filozofia frywolna”- była tematem wystawy w muzeum, frywolna, - czyli mało skromna i płocha zarazem. Eco zaskakuje czytelnika podejściem nienaukowym, dalekim od powagi takiej dziedziny nauki jak filozofia. To autor w swej nonszalancji wobec znanych autorytetów zaskakuje odwagą i tupetem, chwilami mamy wrażenie, że Arystotelesa, Bacona, czy Kanta traktuje jak współczesnych sobie twórców, z którymi może toczyć spory, dyskutować, innym razem bywa pełen uznania dla tych, co przyczynili się do wielkości kultury śródziemnomorskiej.

            Niektórych filozofów w książeczce Eco poznajmy dzięki wspaniałym rysunkom satyrycznym. Bohaterowie tych karykatur oczywiście wypowiadają się. Dokonując dowcipnych parafraz znanych stwierdzeń pisarz wykorzystuje związki frazeologiczne, często zmieniając sens znanych odkryć.
O przeżyciach związanych z odbiorem sztuki potrafi mówić jak o nabawieniu się kataru
Nie wątpię, że oglądając tragedie pod gołym niebem widzowie mogą nabawić się kathasisi”- twierdzi Arystoteles Żartuje również z Bergsona, który na wieść o włamaniu do Towarzystwa Filozoficznego odpowiada: ”Wspaniale, zatem było to towarzystwo otwarte”
            Dzięki Eco możemy porozmawiać z Kartezjuszem i Sokratesem, Heglem i Pascalem porozmawiać i pospierać się jak z kolegami w kawiarni przy lampce wina. Pośmiejmy się, więc z Eco z Marksa i analityków...,Brońmy Pascala i Platona, bądź drwijmy z idealistycznego postrzegania rzeczywistości. Zabawa z filozofami może stać się wspaniałą przygodą, którą długo będziemy pamiętać, a ironia i żart w wykonaniu Eco zmusza do refleksji.

Mia Sheridan „Bez Winy”



Kolejna powieść o miłości autorki ze serii „bez”. Czyta się ją świetnie, mimo że na początku domyślamy się, kto, w kim zakocha się, że romans nie będzie słodką opowieścią o uczuciu od pierwszego wejrzenia. Główni bohaterowie to młodzi wykształceni ludzie okaleczeni przez najbliższych – podobni do siebie i różni, nieufni i potrzebujący zrozumienia. Po przewidywalnym początku książki akcja rozwija się i komplikuje, gdy już czekamy na szczęśliwy finał, pojawia się kolejny dramatyczny epizod. W ten sposób napięcie czytelnika rośnie, kibicujemy bohaterom, ale czy układy, podłość otoczenia nie pokona ich? Sheridon przerywa akcję komentarzami wydarzeń, ale nie robi tego narrator, tylko sami bohaterowie. Poznajemy ich punkt widzenia, ich przemyślenia, obawy, prawdziwe emocje, wszak te ujawniane bywają kontrolowane. To oni tworzą rzeczywistość, opowiadają o niej, słuchają zwierzeń innych. W ten sposób zaczynamy rozumieć bohaterów, poznajemy ich motywacje, psychikę. Lęki, rozumiemy, co dla nich jest ważne, czego boją się. Miłosna historia staje się coraz bardziej zaskakująca. Nie „czepiam się” tym razem zbyt łatwych rozwiązań, przewidywalności w paru momentach.  W końcu taka jest konwencja tych powieści, a skoro czytałam z przyjemnością, czyż mogę krytykować? Pewnie przeczytałabym w tym momencie „Sto lat samotności” Marqueza, gdybym nie znała tej książki oczywiście i parę innych klasycznych tytułów, ale nie miałabym teraz ochoty na „Ulissesa” czy nawet świetny „Paragraf 22”. Czy powieść nami zawładnie nie zależy tylko od jej wartości, ale naszych emocji, potrzeb w danym czasie?

Margaret Atwood „Wspomnienia Podręcznej”


Podręczna to kobieta, która nie ma żadnych praw. Służy tylko do rozmnażania, raz dziennie może wyjść z domu na zakupy w towarzystwie opiekunki..
Owa antyutopia XXI wieku jawi się, jako mroczny świat przemocy, zniewolenia, obozów dla nieposłusznych określanych, jako kolonie. Podręczna- Freda pamięta jeszcze dawne życie: dzieciństwo, mamę, miłość, córeczkę, ucieczkę przez granicę. Pamięta jak chodziła po plaży w bikini, dbała o urodę, kochała. Tęskni za tamtym życiem, które poznajemy tylko z jej snów, majaków. Dzieci Fredy i innych podręcznych już nie będą się buntować, próbować uciekać, ponieważ nie będą znały innej rzeczywistości.
Atwood stworzyła powieść o kobietach -inkubatorach, kobietach przedmiotach, które nie mają prawa być piękne, kochać, odczuwać, powieść o ustrojach autorytarnych zniewalających obywateli,
Bohaterowie jeszcze pamiętają inne życie, choć ciągle wpaja im się, że było ono złe, że są winni, jeszcze próbują uciekać, choć kończy się to tragicznie. Jeszcze czasami zamiast mechanicznego spółkowania w celach prokreacyjnych może się zdarzyć namiastka pożądania, może nawet uczucia.
Wizja pisarki przeraża, ów mroczny świat budzi lęk. Śledząc wspomnienia Podręcznej nie dostrzegałam nadziei na odmianę jej losów, zgłębiałam się w przestrzeń szarą, bez błysków słońca, bez nikłego nawet uśmiechu, czułam się coraz bardziej przytłoczona.


Antoni Libera "Madame"

 Czytając  „Madame” powróciłam myślami do  czasów szkolnych. Choć Antoni  Libera reprezentuje inne pokolenie, doświadczenia życia w PRL-u...