Dawno nie pisałam. Nie miałam czasu, czytałam tylko
to, co potrzebne mi zawodowo.
Wracam, pewnie na moment. Dopiero w wakacje znów
odwiedzę światy bohaterów książek.
Teraz na chwilę zatrzymałam się przy Kazuo
Ishiguro. „Pejzaż w kolorze sepii” to pierwsza książka noblisty.
Czytając ją przypomniałam sobie podróże do przeszłości
w „Pannach z Wilka” J. Iwaszkiewicza a nawet bardziej w „Poszukiwaniu
straconego czasu” M. Prousta. W powieści
japońskiego pisarza teraźniejszość miesza się z przeszłością, tak jak u Prousta
wspomnienie, wywołuje strumień skojarzeń, przywołuje odległe zdarzenia a raczej
dalekie emocje, stłumione przez czas, może przez próby wyparcia ich. Bohater Iwaszkiewicza
dosłownie wracał do dawnych miejsc i dopiero wtedy próbował przeżyć dawne emocje.
Bohaterka Ishiguro wraca do myśli związanych z miejscami, osobami, wydarzeniami.
Nawet, gdy mentalnie jest w świecie sprzed lat i jeszcze raz próbuje zmierzyć
się z emocjami, podświadomie postrzega go z pespektywy późniejszych doświadczeń.
Trochę jak w realistycznym śnie: jesteśmy w środku wydarzeń, ale nasza
świadomość mówi, że to się nie dzieje już, coś zaczyna się, ale nagle urywa
się, pojawia się poprzedni albo nowy wątek. Akcja książki rozpoczyna się w Anglii.
Narratorka. po śmierci męża-ojca drugiej córki, mieszka sama w dużym domu. Sama
musi zmierzyć się z teraźniejszością. Myślami wraca do Japonii. Przenosi nas do rzeczywistości
Nagasaki po wojnie, przez moment pojawia się informacja o wybuchu jądrowym, zauważamy,
jakie zmiany zaszły w społeczeństwie japońskim. Poznajemy przyjaciółkę
narratorki i jej córeczkę. Te przecież
zwykłe, realistycznie opisane historie, tworzą atmosferę tajemnicy,
niewyjaśnione, prowokują do refleksji. To
pejzaż w kolorze sepii. Taki odcień kojarzy mi się, że starymi wyblakłymi
zdjęciami. To kolor wspomnień, wyciszenia, rozmyślań…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz